Znalezione/przeczytane

O przeżywaniu bez oporu

Słotna jest tegoroczna jesień. Nie popycha do manifestacyjnych działań, niesienia liberalnych sztandarów  i ulicznych aktów wiary
w demokrację. Skłania za to do refleksji, której bezproduktywność mimowolnie sobie wyrzucam…

Próbuję wysiudać to doznanie z kolejnym podmuchem  Bhastriki. I  kolejnym. Bez skutku. Na okazjonalne myśli o natychmiastowej emigracji z kraju fuczę, jak na muchy. Szukam ukojenia w kaszy jaglanej z masłem – w strefie faktycznego wpływu na poprawę dobrostanu wszechświata. Wierzę/wątpię/waham się/nie wątpię/działam jako część wszechświata, niezależnie od swojej wiary/swojego wątpienia. Wybieram w każdym razie krzepiące mój czujący system śniadanie.  Zdrowie i moc jeśli nie dla działania, to przynajmniej dla jasnego porządku myśli.

——————————————————————————————–

Nie ma we mnie litości dla radykalizmu. Taki myślowy lapsus. Nie potrafię go „wydmuchać”. Do granic postrzegania ustawiam się
jak karateka i jak szympans w ataku mój umysł szczerzy zęby.

Więc wydech po prostu jeden, wydech po prostu dwa…

Każdy opór rodzi opór.

Wydech jeden na raz.

Wyciągam z pamięci myśli o braku oporu wobec własnych myśli. O współczuciu dla czytelnej w moim ciele opresji polityczno-społecznego stanu rzeczy. Dla własnego poczucia niemocy. Co któryś wdech dowód wpływu na lepszość rzeczywistości nabiera cech desperackiej potrzeby natychmiastowego wyrażenia się. Najlepiej w akcie rewolucyjnym.
W odezwie do… kogo?
W zamachu na …co?

Więc wydech po prostu jeden, wydech po prostu dwa…

Wydech po prostu jeden na raz. I jeden moment bycia bez wewnętrznego wymogu działania.

———–

„Fundamentalna dobroć nie jest o nienaruszalnym przymierzu z dobrem i przeciwstawieniu się złu. (…) Fundamentalna dobroć jest zastana tak samo, jak zastane są ziemia i niebo. Nie odrzucamy atmosfery, którą oddychamy. Nie odrzucamy słońca i księżyca, chmur
i nieba. Akceptujemy je (…) Fundamentalna dobroć jest tak samo bezwarunkowa. Nie jest „z powodu” czegoś,  czy „wbrew” czemuś tak, jak światło słoneczne nie jest ‚dla czegoś’ czy ‚wbrew czemuś’.

Skoro zasadniczy porządek natury nie jest ‚dla czegoś’, ani ‚przeciwko czemuś’, to nie ma w nim nic, co wspierałoby nasz sposób widzenia, czy go podważało. Cztery pory roku zachodzą niezależnie od naszych potrzeb czy oczekiwań. Nadzieja i lęk nie wpływają na ich porządek. Jest dzień i jest noc. Nocą jest ciemno, za dnia jest jasno i nikt nie musi w tym celu włączać, czy wyłączać światła. Istnieje naturalny porządek pozwalający nam przeżyć i jest on fundamentalną dobrocią – jest zawsze, działa skutecznie i nie jest nadaremny.

Naturalny porządek rzeczy jest tak samo nadrzędny wobec naszych działań jako ludzi. Żywimy pasje, ulegamy agresji i cierpimy z powodu ignorancji. Okazujemy troskę przyjaciołom, walczymy z nieprzyjaciółmi, rzadko się nie angażując. Te tendencje nie są ograniczeniami.
Są częścią naszego szyku – naturalnego wyposażenia jako ludzi.  Mamy do dyspozycji pazury i zęby do obrony przed atakiem,
usta i genitalia do łączenia się z innymi i szczęśliwie wyposażeni jesteśmy w układ pokarmowy i oddechowy dla przetwarzania tego,
co przychodzi i pozbywania się tego, co nieużyteczne. Ludzkie istnienie jest sytuacją naturalną i działa niemniej sprawnie, niż naturalny porządek świata. W istocie ludzkie życie jest wspaniałe. Jest idealne.

(…)  pisząc, że człowiek jest z zasady dobry, mam na myśli, że jest wyposażony we wszystko, co jest mu potrzebne
i że nie musi walczyć ze swoim światem. Nasze bycie jest dobre, ponieważ nie jest z natury źródłem agresji czy skargi.
Jak możemy się uskarżać na to, że mamy oczy, uszy, nos, usta (?) Nie możemy przeprojektować naszej fizjologii,
a co za tym idzie przeprojektować swojego stanu umysłu. Fundamentalna dobroć jest tym, w co jesteśmy wyposażeni”.

————————————

W ujęciu Shambali fundamentalna dobroć sprzężona jest z ‚przebudzonym sercem’. Jego przebudzenie wynika
z woli pogodzenia z panującym stanem umysłu. Nie jest o poddawaniu się desperacji. Nie jest o pochylaniu ramion do ziemi
w potrzebie znalezienia w niej oparcia. Nie jest o nie wypuszczaniu z siebie łez, czy o splataniu ramion na klatce piersiowej
dla ochrony skrzywdzonego „ja”.

Jest o autentycznym przeżywaniu. O otwartym, nieobarczonym czuciu wespół z tym, co było, niezależnym od tego, co będzie
i całkowicie obecnym w tym, co jest. O nierzutującym współczuciu dla własnych myśli.

Otwierając ciało w praktyce odkrywam się przed samą sobą i odsłaniam przed innymi. Podążając za oddechem, nie zamyślam, lecz czuję. Pozwalając sobie na chwilę bycia w całkowitej zgodzie z rzeczywistością, dotykam szczodrej prawdy o własnym istnieniu – pełnego pytań, wątpliwości, lęku, który mnie popycha do szukania odpowiedzi, stawania na ścieżce wiedzy i praktykowania ukojenia.

Dostrzegam, jak poprzez siebie jedynie czuję wszystko, co jest i poprzez siebie tylko czuję wespół ze wszystkim. Współczuję.

—————————————————-

„Kiedy przenikasz przez klatkę piersiową i zagłębiasz w sobie dla przebudzenia serca, nie znajdujesz nic poza czułością. Czujesz się obolały i tkliwy, a otwierając oczy na świat poza, czujesz bezbrzeżny smutek (…) Smutek nie spowodowany tym, że zostałeś źle potraktowany, obrażony czy ograbiony. To smutek niczym nieuwarunkowany. Pojawia się, ponieważ Twoje serce jest zupełnie odsłonięte. Nie chroni go żadna tkanka; jest czystym, surowym mięsem (…) Doświadcza tkliwie i głęboko osobiście”.

————————————————–

Odwaga jest owocem rozbudzenia naszej wrażliwości. Zezwoleniem by świat dotykał nas bez oporu. Cisza oddechu koi hałas budowanych barykad, rozpuszcza słowa niezgody.  Oddycham po prostu, otwierając się na to, czego nie pojmuję. Siadam na szczycie barykady, macham nogami, pada śnieg. Przez nieskończony moment wszystko jest
w idealnym porządku.

Uśmiecham się do przemijania.

 

fragmenty w wolnym tłumaczeniu
Chögyam Trungpa ‚Shambala: The Sacred Path of the Warrior.  

Brak Komentarzy

Odpowiedz