O filozofii O praktyce

Prawda serca prawdą myśli

III 34  hrḍaye citta-saṁvit

Skupienie uwagi, pielęgnowanie uważności i w końcu medytacja,
której obiektem jest serce/przestrzeń, w której jest serce/to, co serce mówi

pozwala praktykującemu posiąść głęboką wiedzę o  tendencjach i zachowaniach świadomości –
działaniach umysłu, poruszeniach 
i przemianach w obrazie „ja” i umiejętnościach rozróżniania
między tym, 
co jest, a co nie jest dla naszego poznania istotne.

lub prościej

medytacja, której obiektem jest serce
pomaga rozpoznawać nawyki umysłu

i tego,  z czym utożsamia się moje „ja”.
Rozpoznanie to stanowi punkt wyjścia do wiedzy
o naturze świadomości, jaką jest zmiana i przemijanie.

            Bez operacji świadomości nie byłoby w naszym życiu poszukiwania. Nie byłoby twórczości, gdyby doświadczanie pozbawić struktury poznawczej.  Bez wyborów dokonywanych na podstawie gromadzonych przez umysł informacji, nie usiedlibyśmy dziś by rozmawiać
o doświadczaniu, nie spotkalibyśmy się w praktyce, nie czulibyśmy porozumienia ponad tym, skąd do miejsca tego spotkania przychodzimy. Zawieszone w niespecyficznej chmurze bodźców „ja” nie byłoby zdolne do wykazania się wolą praktyki, wolą spotkania, wolą wykazania uwagi wobec siebie nawzajem.  Waga zmysłowego wrażenia, umysłowego obrazu i medytacyjnego wglądu w rzeczywistość nie byłaby różna. Między szaleństwem,  a oświeceniem nie istniałaby różnica.

Praktując joge  Iyengara ze znaczenia struktury doskonale zdajemy sobie sprawę. Porządkujące i „ustawiające” działanie abhyāsy stabilizuje naszą postawę, zarówno zabezpieczając układ nerwowy, jak i dodając mocy praktyce vairāgyi – wolności od pragnień, oraz widzeniu siebie wprost, w całej zwykłości i niezwykłości. Sthiram sukham āsanam  – w miejscu naszej obecności panuje bezpieczeństwo i poczucie spoczynku, a całkowita jego świadomość ujawnia przestrzeń wewnątrz, wolność i radość.

——————

            Działania poszczególnych warstw citty mają jednak i inne oblicze. 95% ich aktywności zachodzi nieświadomie.
Znaczeniu pozostałych 5% przypisujemy wyższą wartość z powodów nam (jak się okazuje) nieznanych… 5% świadomego skwapliwie wykorzystuje naszą niewiedzę, uzurpując sobie prawo do wykładania rzeczywistości  tj. jakiegoś jej aspektu/obszaru/ a tak czy owak ograniczonego fragmentu, na podstawie którego świadczyć chce o niej całej.

Kiedy przyglądamy się temu, czego działania i wpływu nie jesteśmy świadomi?
Czy w jogicznej praktyce nie ćwiczymy uwagi? Czy nie kierujemy jej od zewnątrz,
od tego co widzialne i zdające się prawdziwym, do tego co wewnątrz? Do nieznanego?

Postępując w sztuce odprężania, w równym, spokojnym, obejmującym wnętrze oddechu naturalnie przychodzi cisza, spokój, dystans
wobec tego, co w myślach oswojone. Im częściej uwaga pozostaje w kontakcie z oddechem, tym większe poczucie wolności wobec tego,
co najbardziej zewnętrzne – ram/granic. Im bardziej uobecniamy się wewnątrz, tym przestrzeń dla naszego odczuwania staje się większa. Potencjalnie nieskończona. W niej zaś wolność do tego by „nie wiedzieć”.

———————-

               Bo czy  naprawdę jesteśmy tym, co pamiętamy? Myślami, które się powtarzają? Zachowaniami, które powielamy?
Czy może tylko nieuważnie i bezrefleksyjnie przybieramy pozycję ciała, z fascynującą konsekwencją ograniczając możliwość ruchu, zmiany
i rozprzestrzeniania się citty? Jak naturalnym wydaje nam się myślenie tego, co…  myślimy zawsze? I równie naturalnym trzymanie obrazu „własnego” i „ja”, oraz towarzyszących im zawsze odczuć? Po co nam ten upór? : ) Do jakiego stopnia nam służy?

Praktyka jogi służy uważnej obserwacji obrazu/obrazów mnie, moich związków z innymi, mojego miejsca w świecie
i pytaniom, które ustają jedynie w medytacyjnym doświadczeniu pochłonięcia – samadhi. Czy to co myślę, jest prawdą?
Czy tym właśnie jestem? Swoimi przekonaniami o świecie, do których jestem przywiązany i poprzez które wykładam światu swoje „ja”?
Sumą wiedzy zgromadzonej według klucza jej skuteczności do utrzymania ważności jej samej? Ważności, której znaczenia skąd jestem pewien?  A może… jestem czymś znacznie, znacznie więcej?

Niepoddawane w wątpliwość przekonania i myśli usztywniają nasz kształt, utrudniając patrzenie na rzeczywistość z różnej perspektywy.
Jego uelastycznianie i reformowanie jest zadaniem praktyki asan. Dla dostrzegania różnicy między tym, co dzieje się naprawdę/
tym, co myślimy, że się dzieje/tym, co chcielibyśmy by się działo praktyka w wymiarze fizycznym  jest niezbędna. do budzenia naszej autentyczności.

————————-

Czczę przestrzeń w Tobie, gdzie Kosmos ma swoje miejsce;
czczę w Tobie przestrzeń światła, miłości, prawdy i pokoju;
czczę w Tobie miejsce, w którym Ty i Ja stanowimy Jedno.
Poprzez Ciebie czczę Kosmos

 

Rozpoczynam praktykę, składając dłonie w namaskarāsanie. Wszystko, czego potrzebuję do życia w zgodzie ze sobą płynie z serca.
Z ufności wobec tego, co słyszę w skupieniu, poza nieustannym ruchem myśli. W ciszy pojmuję  ile z moich myśli nie ma istotowego znaczenia i o ile moje serce stać się może lżejsze, kiedy nie wybieram słów, ani działań będących następstwem tego,
co nie jest dla mnie naprawdę istotne.

Nie to, co czuję, lecz to, co myślę jest moim największym ograniczeniem.

Umysł ma swój cień i jest nim „ja” i „moje”. „Moja historia”, „moja przeszłość”, „moje widzenie” odmienne, nieporównywalne, jedyne takie… W jakimś wymiarze nie mogę oczywiście odmówić „mojemu” życiu szczególności. Jego kształtowi, jego wyrazowi, jego dynamice.
Lecz przecież nie jego istocie. Przychodzę na świat, poznaję, dojrzewam, pragnę, cierpię, posiadam, przywiązuję się, kocham, dzielę się, starzeję, umieram. Na wszystkich etapach życia potrzeby mojego serca i ducha nie różnią się od potrzeb serca i ducha innych.
Jednak nie potrzeby „ja”. O ile nie czerpiemy ze źródła tego, co dla nas wszystkich jednakie i dopóki nie współodczuwamy z tym,
dzięki czemu żyjemy i z tymi, z którymi współtworzymy nasz mniejszy czy większy  wszechświat, „ja” pozostaje wiecznie głodne
i nie sposób go zaspokoić.

Co za tym idzie, możemy wiele wiedzieć i wciąż pozostawać nieszczęśliwi.

Tymczasem cokolwiek kochamy ma siłę przemieniania. Czy warto stawiać opór temu, co nazywamy trudnym i czego przeżywania się boimy? Odbierając temu, co czujemy szansę przemienienia się?

Czuję. Praktykując, ani nie unikam bólu i smutku, jaki przychodzi, ani ich nie wzmacniam. Pozostaję obecna.
Otwieram się na to, co się we mnie pojawia i przemienia.

Cokolwiek ogranicza swobodę dawania/brania, wymiany ze światem
i co sprawia, że cierpimy – w poczuciu braku – ujawnia się w uważnej praktyce.
Więc jej ufam. Miarą uważności w praktyce jest poczucie pełni.

Praktyka pokazuje mi miłość, uczy jej doświadczania i daje moc do robienia tego co ma dla mnie znaczenie.
Robienie tego, co kochamy wzmacnia nasze zdrowie i wzmacnia naszą obecność;

Serce wie, że nie ma czegoś takiego, jak doskonałość. Perfekcjonizm jest grzechem umysłu ograniczającym twórczość.

Nie zawsze jesteśmy w miejscu, którego najbardziej pragniemy i nie zawsze doświadczamy na miarę swoich oczekiwań.
Jednak gdziekolwiek jesteś i czegokolwiek się podejmujesz, rób to z otwartym sercem i żywym zainteresowaniem,
bo nic tak nie pomaga naszej obecności i działaniu w świecie, jak miłość, odwaga i entuzjazm.

 

W podziękowaniu Alle Raginis
za mądrość serca,
za przyjaźń.

Szczecin, 22 września 2017

 

 

 

 

Brak Komentarzy

Odpowiedz